Ilość definicji, odpowiedzi na pytanie: „czym jest polityka?” jest niemalże niezliczona. Różnorodność wyjaśnień definicji zależna jest od tego, co się w jej definicji akcentuje. Uważam, że najlepszym scharakteryzowaniem polityki jest twierdzenie, że polityka jest sferą konfliktu. Konflikt jest pojęciem bardzo pojemnym, należy go uściślić. Politykę zatem rozumiem jako walkę interesów, ale przede wszystkim jako walkę ideologii, gdzie ścierają się ze sobą różne systemy wartości, różne aksjologie. Celem walki interesów jest zdobycie m. in. władzy, zaś celem walki ideologii jest coś innego.
Człowiek, istota żyjąca na tej ziemi (bynajmniej nieżyjąca od początku jej istnienia), pyta się jak żyć?. Poszukiwania odwiecznych zasad, obiektywnie istniejących, mówiące nam co jest wartością prawdziwą, jakie postępowanie jest dobre, zaczęły się już od starożytności. Możliwe, że już i ‘pierwsi ludzie’ zadawali sobie taki trud poszukiwania tylko, że nie mamy o tym wiedzy. Wielcy starożytni filozofowie jak Sokrates, Arystoteles, Cyceron, stoicy, starali się odkrywać obiektywne zasady rządzące światem i człowiekiem, tworząc w ten sposób naszą kulturę (rozumianej nie jako wytwór umysłów, lecz ich odkrycie), której jesteśmy dziś spadkobiercami. Nie wspominając już o nauce Jezusa Chrystusa, z którą jakże zbieżne są filozofie wymienionych myślicieli.
Problem tkwi w tym, że współcześnie ten dorobek, którego jesteśmy spadkobiercami, zaczyna być poważnie kwestionowany. Mam na myśli, iż współcześnie ma się obiekcje co do zasad fundamentalnych, które wyznaczają jakość naszego życia. Pewnie się mylę, mówiąc ‘współcześnie’, gdyż we wcześniejszych epokach podobne zjawisko występowało również, lecz obecnie wydaje mi się to bardziej zauważalne.
Powstaje pytanie: Dlaczego? Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego to, co uznawało się za niepolityczne staje się dziś polityczne? Dlaczego to co jawiło się jako sfera prywatna staje się sferą publiczną? Odpowiedź na to istotne pytanie może być bardzo złożona i skomplikowana. Zatem nie będzie moim celem odpowiedź na nie, lecz bardziej wyjaśnienie mechanizmów działania.
Poglądy, filozofie mówiące, że istnieją wartości niezmienne, które mają charakter uniwersalny i powszechny, są reprezentowane dzisiaj przede wszystkim przez organizację jaką jest Kościół. Jego nauka, wartości ze swej natury nie są polityczne. Lecz zaczęło się to odmieniać. Zaczęły powstawać pewne grupy ludzi, ruchy, zrzeszenia, których powodem zorganizowania się jest to, że wyznają inne wartości (często sami je arbitralnie tworzą). Są to m. in. ruchy lewicowe, feministyczne, zieloni, skrajni liberałowie, którzy uzmysłowili sobie, że są grupą interesu. Łączy ich wspólny cel, interes, który chcą koniecznie zrealizować. Ich interesy nie są sensu stricte polityczne, lecz spolityzowane, gdyż nie są z natury polityczne, a takimi się stały.
Klasycznym przykładem jakże świeżym w Polsce jest problem aborcji. Przyczyn tego problemu jest wiele. Należy sięgnąć pamięcią wstecz, jak to w poprzednich wiekach rozpoczął się ruch emancypacyjny kobiet. Wtedy to kobiety nabrały większej roli w społeczeństwie (prawo głosowania w wyborach). W przeciwieństwie do tego jak były traktowane np. w średniowieczu (wojownicy grabiąc wioski wybierali, która lepsza i czynili je swoimi żonami bez jakiegokolwiek sprzeciwu). Dziś widać, że niektórym kobietom ten nadmiar wolności uderzył do głowy, przez to powstają mało skromne w poglądach ruchy feministyczne. Tworzą one grupę interesu. Ogólnie mówiąc, powstały przez uświadomienie sobie, że są grupą, którą łączy jedna potrzeba, potrzeba równouprawnienia, prawo decydowania o sobie, prawo do aborcji. A potrzeba jest świadomością braku tych praw, jest niezbędna do wyznaczenia sobie celu. Zaczęła następować później artykulacja potrzeb, czyli działanie w celu zrealizowania potrzeby. Odbywa się to różnymi metodami, czy to manifestacje, czy propagowanie ideologii w placówkach naukowych czy organizowanie się w parlamencie. Ciężko jest pojąć sens walki feministek o równouprawnienie. To godzi w sens bycia odrębnymi istotami, godzi w zdrowy podział ról społecznych. Będę ‘stał murem’ za pełnym równouprawnieniem, kiedy kobiety będą za mnie wymieniać koło w samochodzie, a mężczyźni będą rodzić dzieci. Wtedy, kiedy spełni się te drobne warunki to równouprawnienie będzie czymś zupełnie naturalnym.
Sfera ta staje się spolityzowana, kiedy to rozszerza się na sferę publiczną. Chęć zalegalizowania aborcji, z natury swej niepolitycznej, rodzi dwie silne grupy interesu. Grupa interesu jakimi są feministki, ale także wszystkie kobiety, które same o sobie chcą decydować. Z drugiej strony instytucja Kościoła, która broni podstawowych wartości moralnych. Kościołem tutaj nazywa się grupę interesu, ale czy na pewno właściwie? W sensie politologicznym, grupa interesu ma za cel zrealizowani jakiejś własnej konkretnej potrzeby, pewnej grupy ludzi. A celem Kościoła jest coś istotniejszego. Kościół stara się realizować zadanie troszczenia się o rzeczywiste, właściwe dobro człowieka, nie patrząc przez pryzmat doczesności. Dobro człowieka nie opisuje w doraźnych kategoriach. Kościół ma za zadanie dbać o to dobro, nie tylko całej społeczności kościoła, lecz wszystkich, nawet tych, którzy są antagonistycznie nastawieni do niego. Kościół sam w sobie nie jest twórcą tych celów, lecz realizuje zadania jakie zostały mu powierzone.
Polityzacja problemu aborcji i podobnych z nim związanych odbywa się oczywiście w kontekście władzy. Dwie strony sporu, zwolennicy posiadania prawa do aborcji i obrońcy życia, jeśli można ich tak ogólnie nazwać. Pierwsi chcą zalegalizowania aborcji, a drudzy jej zakazania całkowitego bądź częściowego. Zwolennicy obrony życia właściwie nie musieliby walczyć o odpowiedni zapis w konstytucji, gdyż zasady kościoła i tak są niezmienne, niezależne od okoliczności. Lecz walczą oni o poszanowanie życia odrębnej istoty ludzkiej jaka powstaje w łonie matki i w ten sposób muszą oni wchodzić w sferę polityki, aby to urzeczywistnić, a raczej przeciwdziałać zmianom zasad panującym tu na ziemi. To jest sfera, w której mogą wiele osiągnąć. Inną rzeczą jest to, że zwolennicy zakazania aborcji, w tym Kościół, są słusznie przekonani do tego, że prawo stanowione jest normotwórcze (np. jak w USA). Feministki i ich zwolenniczki kontynuują proces swojej emancypacji, chcą dalej poszerzać swoje swobody, poprzez władzę, aby mogły realizować swoje zachcianki. Chcą, aby lekarz mógł legalnie uśmiercać nienarodzone dzieci (np. ze słynnego już powodu pogorszenia wzroku matki). Ich przeciwnicy mogliby zaprzestać walki w konflikcie, ale wiedzą, że jest to niemoralny cel z zasady i odpuszczenie sobie (typu: „A niech sobie zmieniają prawo, lecz nie zmienią prawa obiektywnego, poniosą za to karę”) jest niemożliwe. Dlatego, że zmiana prawa może powodować rozwijanie praktyki aborcyjnej a w konsekwencji demoralizacji społeczeństwa (mogą pojawić się myśli typu: „jeśli tak można, to czemu nie?!”). Ustanowione prawo wpływa na kształt norm panujących w społeczeństwie. Można wzbudzić refleksję, że osiągnięty cel, skutek, może być również przyczyną dalszych skutków. Dyskretnie można tu podać przykład moralności panującej w Holandii.
Interesujące pytanie można postawić: Skąd się wziął problem aborcji jako problem polityczny? Żeby to sobie wyjaśnić trzeba na to spojrzeć historycznie. W dawnych czasach ludzie nie mieli takich problemów. Niechciane dziecko było (oczywiście nie zawsze) likwidowane, nie mówiąc już o pospolitym zrzucaniu dzieci ze skał. Nie było świadomości, iż narodzone bądź nienarodzone dziecko jest istotą ludzką, lecz uznawano je jako coś a nie ktoś. A dziś jest nieco inaczej. Wiedza w dziedzinie biologii już nam więcej mówi, że jest to istota, której już w pierwszych tygodniach np. bije serce. To, że wiadomo, że jest to żywa istota, jakimś dziwnym trafem zapomina się o tym. Obecnie nie można uśmiercić noworodka, gdyż jest to karalne, a kobiety nie mają możliwości na bezpieczną aborcję. Dziś ta usługa medyczna jest powszechnie możliwa do zastosowania. O to walczą feministki, aby władza uznała fakt uśmiercenia za dozwolony. Zatem zalegalizowanie aborcji jest pewnego rodzaju umyciem rąk sprawców aborcji (lekarzy i kobiet). Jest to ucieczką od odpowiedzialności matek-zabójców. Schemat można opisać słowami: „im wcześniej się zabije to coś, tym mniejsze są wyrzuty sumienia.”
W problem polityzacji aborcji włącza się interpretacjonizm. Feministki ten fakt aborcji jest diametralnie różnie pojmowany przez strony walczące. Pierwsi nazywają to usunięciem płodu, drudzy morderstwem w biały dzień ludzkiej osoby. Ta terminologia (niby tylko dwa słowa) są znaczącym orężem w walce politycznej. Zwolenniczki samostanowienia się te drobne niuanse wykorzystują do manipulacji politycznej, skutecznie również zabijając własne wyrzuty sumienia. Zapewne zwolennicy prawa do aborcji nie uznają w tym fakcie jakiejś prawdy obiektywnej, lecz nazywają fakt, nadają mu znaczenie w taki sposób dla wygody, korzyści, dla poparcia swoich tez. Przeciwnie jest u obrońców życia. Oni nie są interpretacjonistami, wierzą w Prawdę obiektywną, i bynajmniej nie chcą chronić życia innych dla swojej korzyści, bo jakaż mogłaby być w tym korzyść?!
Na wstępie podałem tezę, że celem walki ideologii jest coś innego. Jest nią władza, lecz nieformalna, innego typu niż władza polityczna; nieoficjalna, nie słabsza niż państwowa. Jak to już wcześniej zdołał trafnie określić sam Adam Mickiewicz: jest nią „Rząd dusz”. Zatem walka w sferze spolityzowanej jest walką ideologii, walkę o dominację jednej nad innymi.
Piotr Kukowka
(część druga artykułu w działe Homoseksualizm, bezpośredni link)
Wortal jest we wczesnej fazie rozwoju, potrzebujemy m. in. loga (to na stronie jest zastępcze); poszukujemy publicystów, jeśli chcesz nam jakoś pomóc, przeczytaj i napisz (wszelkie sugestie dot. dalszego rozwoju wortalu będą mile widziane).