Drżącą ręką nacisnęła klamkę i weszła do gabinetu. – Dzień dobry panie doktorze – Witam. Proszę usiąść. Proszę powiedzieć, w czym problem, chyba się pani nie rozmyśliła? – cały czas patrzył na milczącą kobietę, na jej zapuchniętej od płaczu twarzy malowało się zmęczenie i strach - Natychmiastowa operacja jest dla pani jedynym ratunkiem, wydawało mi się wczoraj, że pani to rozumie. – Panie doktorze – wykrztusiła wreszcie – Wczoraj… to wszystko działo się tak szybko - Znów głos się jej załamał – Ja wszystko rozumiem i wiem, że to rak, że trzeba operować i zgadzam się na zabieg i na leczenie, tylko… jest taka sprawa – mówiła niepewnie, prawie szeptem – Pan doktor powiedział wczoraj, że może być krwotok i trzeba będzie podawać krew, a ja jestem Świadkiem Jehowy – No, to mamy problem.– powiedział lekarz ostrzejszym tonem. Jeszcze parę lat temu nakrzyczałby na tę kobietę, dzisiaj musi przestrzegać prawa pacjenta do odmowy transfuzji - to samobójstwo, którego ta kobieta chce dokonać moimi rękami – pomyślał wzburzony. Wiedział doskonale, bo miał już do czynienia z wyznawcami tej religii, że krzykiem, ani groźbą niczego nie wskóra. – Proszę pani – powiedział nieco uspokojony – znam problem i rozumiem pani stanowisko, ale proszę mi powiedzieć, czego pani ode mnie oczekuje. Zabieg, który musimy wykonać, jest zagrożony utratą dużej ilości krwi. – Panie doktorze - kobieta wyprostowała się, pewnym i stanowczym tonem broniła swych racji – przecież są inne metody, nie trzeba od razu krew podawać. Wiem, że można płyny krwiozastępcze albo Erytropoetynę. Teraz możemy także przyjąć z czystym sumieniem pewne frakcje krwi – Tak ? A jakie ? – zapytał lekarz zaskoczony – albuminy czy fibrynogen – O, mój Boże! Pomyślał lekarz. Był bezsilny – głośno zaś powiedział – nie potrafię pani pomóc…
Ta dramatyczna scena rozegrała się w gabinecie doktora nauk medycznych jednego ze szpitali klinicznych w Polsce. Podobne historie zdarzają się dosyć często. O ile problem z odmową transfuzji krwi przez Świadków Jehowy jest przez środowisko lekarskie powszechnie znany, o tyle ich tzw. „nowe światło” w tej sprawie jest dla lekarzy nowym dodatkowym problemem.
Do niedawna stanowisko Świadków Jehowy było jasne i czytelne. Nie godzili się na transfuzję krwi i płynów krwiopochodnych. Lekarze wiedzieli, że decyzję tę musieli uszanować, chociaż kłóciło się to z etyką zawodu lekarza. Środowisko medyczne podjęło wiele starań w kierunku współpracy ze Świadkami Jehowy, z ich Komitetami Łączności ze Szpitalami. Powstała idea szerzenia bezkrwawej medycyny, z czego pożytek odnoszą także pacjenci nie będący wyznawcami tej religii. Wiadomo, że krew podawana w transfuzji nie jest bezpieczna.
Operowanie bez krwi wymaga jednak odpowiedniego przygotowania pacjenta do zabiegu. Podaje się preparaty poprawiające poziom składników morfotycznych krwi. Sam zabieg wymaga większej staranności, zamyka się światło naczyń krwionośnych tak, by utrata krwi była jak najmniejsza. Gdy jest duże prawdopodobieństwo nagłej utraty dużej ilości krwi, rozważa się użycie call savera.
Świadkowie Jehowy są dumni i szczycą się tym, że to właśnie ich postawa zmusiła lekarzy do tego, że w wielu szpitalach krew podaje się rozważniej.
Jest jednak i drugi aspekt tej sprawy. Dramat ludzi, którzy wciąż muszą decydować o własnej niepotrzebnej śmierci. Nie ubyło bowiem przypadków, gdy krew ratuje życie. Nic nie zastąpi hemoglobiny (nośnika tlenu). W nagłych, niespodziewanych wypadkach, gdy nie ma czasu na wcześniejsze przygotowanie pacjenta do zabiegu, gdy organizm wykrwawia się bez kontroli, odmowa transfuzji, to pewna śmierć.
Towarzystwo Strażnica wydało łaskawie przyzwolenie swoim wyznawcom na przyjęcie pewnych frakcji krwi. Wydano nowe rozporządzenia w tej sprawie, nowe formularze zaświadczeń dla Służby Zdrowia. Tyle tylko, że ci ludzie nie mają pojęcia o co w tym wszystkim chodzi. Nie wiedzą co to są np. albuminy, fibrynogen czy czynniki krzepnięcia. Nie maja pojęcia w jakich sytuacjach są podawane, jak wyglądają te preparaty i jaką noszą nazwę. Dlatego przykład kobiety opisanej na wstępie, nie jest przykładem odosobnionym. Brak rzetelnej wiedzy na ten temat sprawia, że lekarze zmuszeni są tłumaczyć często prostym i odpornym na racjonalne argumenty ludziom, że frakcja krwi nie pomoże, gdy dojdzie do krwotoku.
Na szczęście coraz częściej udaje się lekarzom przekonać Świadka Jehowy, by w sytuacji nagłego zagrożenia życia, w tajemnicy przed współwyznawcami, do której każdy pacjent ma prawo, przyjął transfuzję i ocalił swoje życie. Oczywiście o tym wiedzą lekarze, Świadek Jehowy się tym nie chwali, gdyż zostałby wykluczony, pozbawiony społeczności. Zostaje dramat moralny, bo pozostaje poczucie winy za grzech.
Organizacja, która głośno zapewnia swych wyznawców i całą resztę świata o wielkiej braterskiej miłości, nie udziela pomocy człowiekowi, który stanął w obliczu śmierci na skutek wypadku lub nagłej choroby. Brak nadzoru i pomocy sprawia, że w tym wielkim nieszczęściu każdy zostaje sam na sam z medycznym personelem.
Wszystko jest dobrze i gładko wpadają w ucho opowiadane na zebraniach Świadkach Jehowy doświadczenia ludzi, którzy „przechytrzyli” medycynę, bo nie przyjęli transfuzji i przeżyli. Nikt jednak nigdy na żadnym zebraniu nie usłyszał jak wielki dramat przeżywa każdy Świadek Jehowy, który wie, że umrze, chociaż mógłby żyć.
bachurek
Wortal jest we wczesnej fazie rozwoju, potrzebujemy m. in. loga (to na stronie jest zastępcze); poszukujemy publicystów, jeśli chcesz nam jakoś pomóc, przeczytaj i napisz (wszelkie sugestie dot. dalszego rozwoju wortalu będą mile widziane).
Odpowiedzi
Szanowni Państwo! Scenka
Szanowni Państwo!
Scenka ponoć autentyczna, ale ponieważ nie mam na to dowodu, przyjmijmy ją jedynie jako możliwą: Ordynator twierdzi, że musi być transfuzja celem uratowania życia. Po dłuższej jałowej dyskusji Świadek prosi:
- To niech mi tu Pan Ordynator napisze, że jeśli pacjentka przyjmie transfuzję, to na pewno przeżyje.
- No nie, tak to nie mogę napisać.
Jak wiadomo, są cztery możliwości: Pacjent po transfuzji przeżyje. Pacjent po transfuzji nie przeżyje. Pacjent bez transfuzji przeżyje. Pacjent bez transfuzji nie przeżyje.
I tyle wiemy, dopóki ktoś nie umieści tu wyników odpowiednio przeprowadzonych badań co do prawdopodobieństw powyższego. Bo to, co oczywiste, tylko pozornie jest oczywiste. A kto chce powtarzać niesprawdzone opinie, to jego problem i tych, co go bezkrytycznie słuchają.
Oczywiście dużo zależy od lekarza i ośrodka. Dobry ambitny lekarz w dobrym ośrodku rozwija się zawodowo. On potrafi radzić sobie i z transfuzją, i bez transfuzji. Inny lekarz jest ograniczony co do jednego z tych wariantów. Sprzęt nie zawsze łatwo jest kupić, ale zawsze warto pomyśleć o samokształceniu. Znaczek na list drogo nie kosztuje, wystarczy po prostu wysłać krótką prośbę o nieodpłatne przysłanie materiałów pod adresem: Towarzystwo Strażnica, ul. Warszawska 14, 05-830 Nadarzyn. Wiele osób przyzna, że dopiero mając pełną wiedzę można ewentualnie krytykować.
Jeśli chodzi o możliwość przeżycia Armagedonu bez umierania, większość Czytelników tego pewnie w nią nie wierzy, więc Czytelnik zapewne uznaje, że wszyscy muszą umrzeć. Jest to jedynie kwestia czasu. Czyli co do ewentualnych zalet transfuzji nie mówimy o życiu wiecznym, tylko o góra 70-80 latach w dzisiejszym świecie.
Piszę o czymś, czego nie przeżyłem - Ty, Czytelniku, pewnie też nie przeżyłeś, więc tylko pytania bez odpowiedzi:
- Czy kobieta powinna zgodzić się na gwałt, by nie być zamordowaną i przeżyć (w założeniu) kilkadziesiąt lat dłużej?
- Czy kobieta powinna zgodzić się na gwałt, by nie zamordowano jej nieświadomego niemowlęcia i by ono przeżyło (w założeniu) kilkadziesiąt lat dłużej?
- Typowa scenka z pierwszych wieków n.e. Motłoch zagania chrześcijan na stadion, w tym typową rodzinę, ojciec, matka, trójka dzieci, jedno półroczne, dziesięcioletnie i piętnastoletnie. Przedstawiciel władzy rzymskiej pyta ojca: "Czy złożysz szczyptę kadzidła geniuszowi Cezara? Jeśli nie, cała rodzina będzie rozszarpana przez dzikie zwierzęta". Niemowlęcia nikt nie pyta o zdanie, ono jeszcze nie jest w stanie wypracować światopoglądu religijnego, chrześcijańskiego, pogańskiego, agnostycystycznego czy jakiegokolwiek innego. To niemowlę ma perspektywy dożycia 70-80 lat. Co ma zrobić ojciec?
Kto z Państwa chciałby odpowiadać na te pytania za innego człowieka? Lekarzu, czy Twoje sumienie jest najważniejsze? To Twoje życie, Twoje dziecko, Twoja więź z Bogiem? Lekarzu, ja wiem, że masz swoje sumienie i częstokroć poczuwasz się do odpowiedzialności przed Bogiem, ale czy Twoje sumienie jest najważniejsze w tej sytuacji?
Jest taki fragment biblijny, Daniela 3:
"Król Nabuchodonozor sporządził złoty posąg ... Kto by nie upadł na twarz i nie oddał pokłonu, zostanie natychmiast wrzucony do rozpalonego pieca ... Szadrak, Meszak i Abed-Nego odpowiedzieli, zwracając się do króla Nabuchodonozora: «Nie musimy tobie, królu, odpowiadać w tej sprawie. Jeżeli nasz Bóg, któremu służymy, zechce nas wybawić z rozpalonego pieca, może nas wyratować z twej ręki, królu! Jeśli zaś nie, wiedz, królu, że nie będziemy czcić twego boga, ani oddawać pokłonu złotemu posągowi, który wzniosłeś»."
- a może powinien za nich zdecydować sąd? lekarz?
Część Kościołów, w tym Katolicki, przyjmuje za część Pism Księgę 2 Machabejską 7:
"1 Siedmiu braci* razem z matką również zostało schwytanych. Bito ich biczami i rzemieniami, gdyż król chciał ich zmusić, aby skosztowali wieprzowiny zakazanej przez Prawo. 2 Jeden z nich, przemawiając w imieniu wszystkich, tak powiedział: «O co pragniesz zapytać i czego dowiedzieć się od nas? Jesteśmy bowiem gotowi raczej zginąć, aniżeli przekroczyć ojczyste prawa». 3 Rozgniewał się na to król i kazał rozpalić patelnie i kotły. 4 Skoro tylko się rozpaliły, rozkazał temu, który przemawiał w imieniu wszystkich, obciąć język, ściągnąć skórę z głowy i obciąć końce członków, na oczach innych braci i matki. 5 Gdy był on już całkiem bezwładny, rozkazał go sprowadzić do ognia, bo jeszcze oddychał, i smażyć na patelni. Gdy zaś swąd z patelni szeroko się rozchodził, [pozostali bracia] wzajemnie razem z matką napominali się, aby mężnie złożyć życie. Mówili w ten sposób: 6 «Pan Bóg widzi i naprawdę ma litość nad nami, zgodnie z tym, co Mojżesz przepowiedział w pieśni, która wyraźnie o tym świadczy w tych słowach: Będzie miał litość nad swymi sługami»*.
7 Kiedy pierwszy w ten sposób zakończył życie, przyprowadzono drugiego na miejsce kaźni. Gdy ściągnięto mu skórę z głowy razem z włosami, zapytano go: «Czy będziesz jadł, zanim ciało, członek po członku, będzie poddane kaźni?» 8 On zaś odpowiedział ojczystą mową: «Nie!» Dlatego on także z kolei został poddany katuszom, jak pierwszy. 9 W chwili, gdy oddawał ostatnie tchnienie, powiedział: «Ty, zbrodniarzu, odbierasz nam to obecne życie. Król świata jednak nas, którzy umieramy za Jego prawa, wskrzesi i ożywi do życia wiecznego»*.
10 Po nim był męczony trzeci. Na żądanie natychmiast wysunął język, a ręce wyciągnął bez obawy 11 i mężnie powiedział: «Od Nieba* je otrzymałem, ale dla Jego praw nimi gardzę, a spodziewam się, że od Niego ponownie je otrzymam». 12 Nawet sam król i całe jego otoczenie zdumiewało się odwagą młodzieńca, jak za nic miał cierpienia.
13 Gdy ten już zakończył życie, takim samym katuszom poddano czwartego. 14 Konając tak powiedział: «Lepiej jest nam, którzy giniemy z ludzkich rąk, w Bogu pokładać nadzieję, że znów przez Niego będziemy wskrzeszeni. Dla ciebie bowiem nie ma wskrzeszenia do życia».
15 Następnie przyprowadzono piątego i poddano katuszom. 16 On zaś wpatrując się w niego powiedział: «Śmiertelny jesteś, choć masz władzę nad ludźmi i czynisz to, co zechcesz. Nie myśl jednak, że nasz naród jest opuszczony przez Boga. 17 Ty zaś zaczekaj, a zobaczysz wielką Jego moc, jak ciebie i twoje potomstwo podda katuszom».
18 Po nim przyprowadzono szóstego, ten zaś konając powiedział: «Nie oszukuj na darmo sam siebie! My bowiem z własnej winy cierpimy, zgrzeszywszy przeciwko naszemu Bogu. Dlatego też przyszły na nas tak potworne nieszczęścia. 19 Ty jednak nie przypuszczaj, że pozostaniesz bez kary, skoro odważyłeś się prowadzić wojnę z Bogiem».
20 Przede wszystkim zaś godna podziwu i trwałej pamięci była matka. Przyglądała się ona w ciągu jednego dnia śmierci siedmiu synów i zniosła to mężnie. Nadzieję bowiem pokładała w Panu. 21 Pełna szlachetnych myśli, zagrzewając swoje kobiece usposobienie męską odwagą, każdego z nich upominała w ojczystym języku. Mówiła do nich: 22 «Nie wiem, w jaki sposób znaleźliście się w moim łonie, nie ja wam dałam tchnienie i życie, a członki każdego z was nie ja ułożyłam. 23 Stwórca świata bowiem, który ukształtował człowieka i wynalazł początek wszechrzeczy, w swojej litości ponownie odda wam tchnienie i życie, dlatego że wy gardzicie sobą teraz dla Jego praw».
24 Antioch był przekonany, że nim gardzono i dopatrywał się obelgi w tych słowach. Ponieważ zaś najmłodszy był jeszcze przy życiu, nie tylko dał mu ustną obietnicę, ale nawet pod przysięgą zapewnił go, że jeżeli odwróci się od ojczystych praw, uczyni go bogatym i szczęśliwym, a nawet zamianuje go przyjacielem i powierzy mu ważne zadanie. 25 Kiedy zaś młodzieniec nie zwracał na to żadnej uwagi, król przywołał matkę i namawiał ją, aby chłopcu udzieliła zbawiennej rady. 26 Po długich namowach zgodziła się nakłonić syna. 27 Kiedy jednak nachyliła się nad nim, wtedy wyśmiewając okrutnego tyrana, tak powiedziała w języku ojczystym: «Synu, zlituj się nade mną! W łonie nosiłam cię przez dziewięć miesięcy, karmiłam cię mlekiem przez trzy lata, wyżywiłam cię i wychowałam aż do tych lat. 28 Proszę cię, synu, spojrzyj na niebo i na ziemię, a mając na oku wszystko, co jest na nich, zwróć uwagę na to, że z niczego stworzył je Bóg i że ród ludzki powstał w ten sam sposób. 29 Nie obawiaj się tego oprawcy, ale bądź godny braci swoich i przyjmij śmierć, abym w czasie zmiłowania* odnalazła cię razem z braćmi».
30 Zaledwie ona skończyła mówić, młodzieniec powiedział: «Na co czekacie? Jestem posłuszny nie nakazowi króla, ale słucham nakazu Prawa, które przez Mojżesza było dane naszym ojcom. 31 Ty zaś, przyczyno wszystkich nieszczęść Hebrajczyków, nie uciekniesz z rąk Bożych. 32 My bowiem cierpimy za nasze własne grzechy. 33 Jeżeli zaś żyjący Król nasz zagniewał się na krótki czas, aby nas ukarać i poprawić, to znów pojedna się ze swoimi sługami. 34 Ty zaś, bezbożny i pomiędzy wszystkimi ludźmi najbardziej nikczemny, nie wynoś się na próżno łudząc się zwodniczymi nadziejami. Nie podnoś ręki na niebieskie sługi*. 35 Jeszcze bowiem nie uciekłeś przed sądem wszechmocnego i wszystkowidzącego Boga. 36 Teraz bowiem nasi bracia, którzy przetrwali krótkie cierpienia prowadzące do wiecznego życia, stali się uczestnikami [obietnic] przymierza Bożego. Ty zaś na sądzie Bożym poniesiesz sprawiedliwą karę za swoją pychę. 37 Ja, tak samo jak moi bracia, i ciało, i duszę oddaję za ojczyste prawa. Proszę przy tym Boga, aby wnet zmiłował się nad narodem, a ciebie doświadczeniami i karami zmusił do wyznania, że On jest jedynym Bogiem. 38 Na mnie i na braciach moich niech zatrzyma się gniew Wszechmocnego, który sprawiedliwie spadł na cały nasz naród». 39 Wtedy król rozgniewał się i kazał go poddać straszniejszym męczarniom niż innych. Gorzkie mu bowiem były wyrzuty. 40 Tak więc i ten zakończył życie czysty i pełen ufności w Panu. 41 Ostatnia po synach zmarła matka. 42 To niech wystarczy o ucztach ofiarnych i o okrutnych katuszach."
Wystarczy. A chodziło tylko / aż o jedzenie wieprzowiny.
Odpowiedzi nie są łatwe. To straszne, że w ogóle są takie sytuacje. Na szczęście mojej rodziny i mnie to nie dotyczyło. Mam nadzieję, że Ciebie też nie. Nikomu tego nie życzę. Stawiam jedynie pytanie, czy masz prawo wchodzić z butami między Boga a innego człowieka. A jeśli szczerze chcesz pomóc, może zacząłbyś od tego listu sugerowanego powyżej ?
Pozdrawiam serdecznie!
Transfuzja Krwi
Autor tekstu zapewne często bywa na zebraniach świadków Jehowy skoro wie co tam można usłyszeć, a czego nie.
Czy ktoś może wie jakie
Czy ktoś może wie jakie zagrożenia życia i zdrowia niesie ze sobą transfuzja?Jeśli nie to proszę się zainteresować
Żaden fragment Biblii nic
Żaden fragment Biblii nic nie mówi o zakazie transfuzji krwi.
Chrześcijanie tak, jak mogą spożywać rzeczy niekoszrne, zwierzęta przez ST uznane za nieczyste, mogą ratować swoje życie krzystając z metod polecanych przez medycynę.
Ciekawostką jest, że nawet żydzi, opierając się tylko na ST, nie widzą w transfuzji niz złego...
Ale przecież świadkowie Jehowy, czytający Biblię od stu lat, rozumieją ją lepiej niż katolicy (2000 lat) czy żydzi...
O co chodzi???????????
Może po prostu przestańmy się leczyć, umierajmy śmiercią naturalną, bęz jakiejkolwiek interwencji lekarza. Transfuzja krwi jest złem - chore -do jakich absurdów prowadzą dziwne założenia twórców pseudoreligii. Jaki rodzaj zła tutaj jest? Niech ktoś mi to wytłumacz, bo ja tego nie rozumiem.
Jestem Katolikiem
Jestem Katolikiem "praktykujacym". Czy ktos wpadl na pomysl, ze moze tu chodzic tez o godnosc? Utylizowanie ludzkiej krwii, lub ciala jest dla tak niskiej pobudki jak chec dalszego zycia jest niebardzo szlachetne. Zwloki sie grzebie, a nie zjada.
Slowa krytyki do tych, ktorych dotyczy: Po co uzywacie slowa "obiektywny", czy nie jestescie podmiotami?
Przestancie tez myslec, poganie, o zyciu - najwyzszej wartosci. Jesli sa tu jacys wierzacy to niech sie w glowe popukaja, a niewierzacy powinni konsekwentnie wysmiac wszystkich bohaterow wojennych.
Podstawy biblijne
Wiekszosc poruszajacych ten temat to chrzescijanie, a nie znaja Dzieje apostolskie 15:29, chociaz sa czytane nawet na mszy czasami w kazaniu. Ktos kto chce sprawdzic niech siegnie i przeczyta. Napisali to nasi ojcowie wiary. A to ze jedni sie stosuja drudzy nie to inna sprawa. Nawiazujac do medycznej strony, prosze zapytac sie dr. Relige, kto przyczynil sie do rozwoju medycyny krwiozastepczej w Polsce i na swiecie. Operacje wykonywane przez Pana Relige sa dowodem ze w wiekszosci wypadków umiejetnosci chirurga decyduja o przebiegu operacji.
Faktycznie jest tak nieraz ze pacjent umrze jesli nie przetoczy sie krwi, ale przeciez wierzacy nie beda sie bali w imie wlasnej religii poswiecic sie. Przeciez wysylamy na wojny naszych synów aby gineli (bezsensownie) w imie czegos gorszego, aby walczyli o wolnosc chociaż wiadomo ze za jakis czas okaze sie to daremne.
zwykły
Zgadzam się. Słowo zwykły użyłem trochę zaczepnie, czy też przekornie. Mówimy o człowieku i jego życiu oraz o ewentualnym bycie nadprzyrodzonym i wszelkimi konsekwencjami jakie się z tym wiążą. To nie są zwykłe dylematy. Na dodatek całkowicie pominąłem w swoim komentarzu założenie, że Świadek Jechowy nie koniecznie musi kierować się dylematami egzystencjalnymi. W praktyce podejrzewam często w grę wchodzi subtelna presja społeczności, strach przed odrzuceniem, a może nawet i prestiż. Strach przed bożym potępieniem też w sumie nie jest symptomem zaawansowanego rozwoju duchowego. Brdziej chodziło mi o pewną uniwersalną zasadę postrzegania innych, niż konkretny problem dotyczący jedynie Świadków Jechowy.
Poglądów, ale czy mających cel?
Owszem konflikt poglądów, ale nie taki zwyczajny. Nigdzie, gdzie mowa o człowieku i jego życiu nie można mówić o zwyczajnym konflikcie interesów. Jaki cel ma odrzucanie transfuzji? Sytuację tą można porównać do krucjat. Od roku 1095, po zawołaniu papieża Urbana II były dumne hasła wyzwolenia i obrony Ziemi Świętej. Ale co to dało? Śmierć tysięcy chłopów, rzeź niewiniątek. Za tymi ideologiami kryła się również zdrada, przecież królowa francuska zostawiła swego męża dla Anglika, oddając mu w posiadanie połowę Francji. W ten sam sposób można obiektywnie spojrzeć na problem z transfuzją krwi w Chrześcijańskim Zborze Świadków Jehowy. Logicznie patrząc, trudno odpowiedzieć na jak banalne pytanie: "po co to?".
"Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy" A. Einstein
zwykły konflikt poglądów
Nie jestem świadkiem Jehowy, ale podejrzewam, że jestem w stanie zrozumieć (przynajmniej do pewnego stopnia) ich stanowisko. Zacznę od tego, że ogólnie popierane wartości nie koniecznie są absolutnie niepodważalne. Potoczną prawdą jest na przykład, że życie jest najwyższą wartością. Problem z tym przekonaniem może pojawić się w momencie, gdy wysokiej rangi politycy chcą wojny, i muszą swoje stanowisko przeforsować, by zyskać przynajmniej częściowe poparcie bezmyślnej gawiedzi. Wtedy w eterze popularność zyskują frazesy typu: narodowe bezpieczeństwo, szerzenie demokracji, wyzwalanie uciśnionych, wolność, tradycja, narodowa duma. Istnieje wtedy szansa, że ten kto argumentuje o wartości życia, zostanie zdegradowany do pozycji tchórza, mąciciela, zdrajcy, lub tego kto w nic nie wierzy i wyzuty jest ze wszelkich cenionych wartości. Nie zamierzam rozważać tutaj problemu czy bardziej racjonalne jest umierać w imię wyznawanych wartości, czy też pie###yć wszystko i ratować własną skórę nie oglądając się na nikogo. Zamierzam tylko zauważyć, że świadek Jechowy w obliczu operacji, jest osobą, która przed takim dylematem stoi. Przyjąć obiegowe czyli, wydawałoby się zdroworozsądkowe wartości, czy trzymać się tych przyjętych wcześniej jako wyższe i całkowicie słuszne. Jakie chechy mają te zdroworozsądkowe wartości, oprócz tego, że ich stałość i niepodważalność zależy od siły powiewającego wiatru? Brak logiki jest jedną z nich. Kiedy na przykład zdroworozsądkowiec mówi o uratowaniu życia, to często brzmi on tak, jak gdyby temu kto umarł, przydażył się rzadki przypadek fatalnego losu, a przed tym kto przeżył stoi pewna i wieczna egzystencja. Przekonanie to jest tak głęboko zakorzenione w naszej psychice i kulturze, iż zwykłe przypomnienie niepodważalnego w swej prostocie faktu, że kiedyś wszyscy musimy umrzeć, stawia mnie na pozycji nierozgarniętego idioty. Świadek Jechowy to w tej sytuacji jegomość, który świadomy prostych faktów musi wybrać między iluzją, że medyczny zabieg rozwiąże wszystkie jego problemy, a pojmowaną przez niego rzeczywistością w której Bóg i związek z nim, jest praktycznie podstawą egzystencji, na tym świecie jak i na tamtym. Autor artykułu pisze np.:"Na szczęście coraz częściej udaje się lekarzom przekonać Świadka Jehowy, by w sytuacji nagłego zagrożenia życia, w tajemnicy przed współwyznawcami, do której każdy pacjent ma prawo, przyjął transfuzję i ocalił swoje życie." Na szczęście dla kogo - chciałbym zapytać. Na pewno dla lekarza, któremu nikt nie wytłumaczył w młodości, że dla tych którzy nie chcą parać się etycznymi i egzystencjonalnymi problemami, zawód mechanika samochodowego oferuje wyższy poziom umysłowej ststyczności.
Krótko mówiąc ci, którzy pozwalają sobie na wyłom z powszechnie i dyktatorsko panujących przekonań, nie koniecznie muszą być gamoniami, a wiekszość która ślepo podąża, nie zawsze musi mieć rację. Poza tym artykuł bardzo mi się podobał, a jego autor czyniący wysiłki by być obiektywnym, zmierza moim zdaniem w dobrą stronę.
Dodaj nową odpowiedź